Młode, głupie, chciałyśmy porobić z ludzi bekę, to normalne. Cieszę się, że taka byłam, przynajmniej zyskałam to, czego szukałabym przez całe życie.
Piątek. Byłyśmy po paru piwach, chciałyśmy się dobrze zabawić. Chłopaki oglądali mecz u Ronn'a a my pojechałyśmy do domu Ellen. W sumie było ciekawie, dopiero 19:00 a my już zaczynałyśmy trzecie piwo. Ang wpadła na pomysł, żeby pojechać do nowego sklepu z jedzeniem na rogu Wall St. Toczyłyśmy z Ang dialog, gdzie wszystkie zaczęłyśmy się kłócić.
-Dziewczyno, jak nas złapią to za nas płacisz.
-Dobra, tylko nie siedźmy tutaj tak, korzystajmy z piątku!
Wymieniłyśmy się spojrzeniami i nagle wszystkie rzuciłyśmy się w kierunku drzwi. Wkrótce odjechałyśmy.
Każda z nas trochę się chwiała, gadała głupoty i ogólnie zachowywała się inaczej niż zwykle. Mi w domu Ellen wcale się nie nudziło, no ale cóż.. skoro chciały to musiałyśmy jechać wszystkie.
Gdy już byłyśmy na miejscu, (przez drogę działy się rzeczy, których szczerze nie pamiętam) wysiadłyśmy z samochodu i śmiałyśmy się jak głupie, nawet same z siebie. Dziewczyny chciały mnie przekonać żebym weszła do sklepu sama, bo jeżeli wejdziemy wszystkie-zaczniemy się śmiać i nic z tego nie wyjdzie. Kiedy spytałam dlaczego ja odpowiedziały "bo masz śliczne ciało, piękną twarz". Pamiętam że wtedy naprawdę głośno się śmiałam. Gdy tak obmyślałyśmy plan jak rozpocząć wizytę w sklepie spożywczym, nawet nie zauważyłyśmy że przez okno patrzy na nas zajebiście ładny sklepikarz. Pan sklepikarz.
Wszystkie spojrzałyśmy na niego zdziwione a on śmiał się i patrzył na nas jak na wariatki.
-Jak masz na imię?-krzyknęła do niego. Gestem rąk pokazał, że nie rozumie co do niego mówi. Nina i Irri siedziały na krawężniku i szczerze było widać że miały w dupie to, co się dzieje.-Jak masz na imię!-powtórzyła głośniej. Kilka sekund później zaczęła wyginać swoje ciało w dziwny sposób, a kiedy spytałam co robi, odpowiedziała, że "składa literki". Wybuchnęłam wtedy głośnym śmiechem i śmiałam się jak opętana.
-Hej, Juliette! Juliette!
-Co?-powiedziałam, próbując utrzymać powagę.
-Tak się śmiałyśmy że nawet nie zauważyłyśmy kiedy Nina i Irri zabrały samochód i pojechały.
Wtedy już naprawdę utrzymałam powagę. Sklepikarz w końcu otworzył drzwi i spytał : "Coś się stało?"
-Tak, nasze zajebiste koleżanki odjechały samochodem Ellen!
-Czyim?
-Ellen!-ja i Ang krzyknęłyśmy wraz.
-Ellen to ta trzecia?
-Ellen-powiedziała Ang, wskazując palcem na Ellen-Ang-wskazała na siebie-i Juliette.
-Juliette..
-Tak, Juliette, miło mi-uśmiechnęłam się i podałam uroczemu chłopakowi dłoń.
-Alan-uśmiechnął się i lekko uścisnął moją dłoń.
-Alan, jak ślicznie!-krzyknęła Ellen.
-Owszem, ślicznie-ponownie uśmiechnęłam się do chłopaka.
-To.. może was podwieźć, drogie panie?
Spojrzałyśmy na siebie i zrobiłyśmy do niego maślane oczka. Zaśmiał się i zaprosił nas do swojego samochodu.
-Więc? Gdzie mam jechać?
-Liberty St-odezwała się Ellen.
-Rector St.
-Pearl St, ale podejdę od domu Ellen na Liberty St.
-Bez przesady. Pearl St to Pearl St i tam też dotrzemy.
-Nie chcę robić kłopotu, już późno.
-Nie robi pani żadnego kłopotu-spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Przeszły mnie ciarki.
-Jestem Juliette-zaśmiałam się cichutko.
-Juliette, Juliette..-powtarzał moje imię. W jego głosie skryte było ciepło i wszystko, co piękne.
-Stop! Rector St!-krzyknęła w pewnym momencie Ang.
-Przepraszam, zagapiłem się.
-Bardzo dziękuję, kiedyś się odwdzięczę, dobranoc-uśmiechnęła się.
-Nie trzeba, dobranoc-odwzajemnił jej uśmiech-To teraz na wschód i Liberty St.
"O kurwa-pomyślałam w duchu-Przecież wysiądę jako ostatnia!" W pewnym momencie zaczęłam nerwowo tuptać nogami i patrzeć w szybę, by tylko nie zwracać na niego uwagi.
-Dlaczego milczymy?
Nie odpowiedziałam. Ellen też nie.
-Twoja koleżanka śpi-zaśmiał się. Odwróciłam się do tyłu , a rozłożona na tylnym siedzeniu Ellen słodko sobie spała.
-O nie, o nie, o nie!
-Co się dzieje?
-Trzeba ją obudzić!-gwałtownie się odwróciłam i zaczęłam ją szarpać. Alan wybuchnął śmiechem i nagle zahamował.
-Liberty St, proszę pani-oparł głowę o siedzenie, nie mogąc pohamować śmiechu. Też zaczęłam się śmiać z niewiadomych powodów. Ellen obudziła się nagle i popatrzyła na nas jak na dwóch idiotów. Wyszła z samochodu i popukała do przedniej szyby Alana. Chuchnęła na nią, napisała "dziękuję" i pomachała na pożegnanie, uśmiechając się. Zrobiliśmy to samo.
-No i z czego się śmiejesz?
-Z ciebie, a ty?
-Z ciebie!-odparłam, udając złość.
-Dobra, kierujemy się na Pearl St, bo jeszcze zdążysz mnie pobić, Juliette!
-Masz rację. Szybko, szybko!
Milczeliśmy. Potem pamiętam tylko tyle, że zasnęłam.